Ano se wymyśliła!
No bo po co jak wszyscy cywilizowani ludzie
położyć beton na podjeździe?
Bo ma być oryginalnie, inaczej i zgodnie z naturą?!
A że się ślizga na mrozie? A że od północy i mech rośnie?
Trudno.....
Pojechaliśmy do zaprzyjaźnionej żwirowni szukając kamieni na podjazd i chodnik. Mieliśmy szczęście - kamienie z rozbiórki starej drogi - nieregularne, czworokątne, (albo i więcejkątne) kolorowe....
No i się zaczęło. Najpierw wykopanie na ok. pół metra dołu, do którego wrzuciliśmy wszystkie "resztki" cementu, betonu, wapna, klejów, które pozostały po budowie, a niekoniecznie, z racji terminu ważności nadawały się do dalszego przechowywania,
no i gruz.
Na to przyszedł piasek i piasek z cementem,
wymieszany pieczołowicie przez Witka w betoniarce
Najfajniejsze było układanie i dobieranie kamieni.
Ważne było, by układane kamienie były dokładnie wypoziomowane
i wbite w podsypkę
Podczas budowy znaleźliśmy w ogrodzie granitowe krawężniki,
zasypane warstwą torfu, ziemi i liści,
które teraz znalazły zastosowanie.
Oczywiście do koncepcji pasowało mi, by były ułożone po łuku,
Wituś pomarudził, pomarudził i położył je tak, jak wymyśliłam
Potem był cały dumny z siebie, że mu się udało!
Na koniec zostało sprawdzenie wytrzymałości...
Podjazd funkcjonuje już 3 lata i nic z nim się nie dzieje
A test był w zeszłym roku we wrześniu,
jak nam przywieźli ziemię do wyrównania ogrodu
Podjazd przeżył...
Oczywiście to małe białe stworzenie jest najwierniejszym towarzyszem wszelkich działań - od spacerów po budowę...