wtorek, 17 lipca 2018

Zafascynowanie różem trwa...

Były sobie meble... jedne z pierwszych, które odnawiałam (tu)
Niestety - coś zrobiłam źle i blaty szafek,
 nie dość, że pożółkły, to jeszcze się kleiły. 


Pewnie za szybko kładłam kolejne warstwy
 - było jak było - ratować trzeba.


W pierwotnej wersji miały połączenie szarośći  z różem, 
tym razem poszłam na całość - jak róż to róż.


Nie bawiłam się w szlifowanie, tylko odcięłam primerem Fluggera poprzednie warstwy 
i pokryłam blaty różem, zabezpieczyłam lakierem i w sumie mi się podoba... 
nie mówię, że skończyłam, ale są.



Kolejny projekt: stolik i fotel. 


Fotel w pierwotnej wersji dostał tylko nowe ubranko,


teraz również różowo - biały kolor. 


Nie bawiłam się tutaj w żadne odcinania - 
w przypadku nakładania farby na powierzchnię 
tzw. wysoki połysk -
 kredówka sprawdza się super.


 By nie marnować kredówki - 
położyłam najpierw podkład do farby kredowej od Hagart -
 zwiększa przyczepność i oszczędza farbę. 
Potem już była radosna twórczość - 
chciałam osiągnąć efekt zniszczonego mebla, 
więc połączyłam róż z bawełną, 
na to jeszcze jakiś różowy błyszczyk i lakier od Hagart. 
Ze stolikiem było trochę więcej zabawy.
Uratowany przed spaleniem w ognisku,
prezentował się mało ciekawie


Zdarty fornir do niczego się nie nadawał.


Po prostu odwróciłam blat  -
i pomalowałam dolną stronę



Nie mogłam oprzeć się, 
by nie użyć szablonu...
Na koniec kwietnik sobie zostawiłam:



Kiedyś był czarny, potem szary,
a teraz iście różowy z białymi piórkami:
Piórka wykonane szpachlówką Fluggera.
Taram:


Jeszcze lampa straszy,
ale klosza brak....